Moi Mili! Witajcie!

Cieszę się, że mogę do Was napisać kolejny list, co oznacza, że minęły kolejne dwa miesiące mojej misji! Czas nauki języka, nauki drugiego człowieka, nauki miłości i cierpliwości, ale też czas tęsknoty, różnych wątpliwości i również nadzieji.

I jak zwykle nie wiem od czego zacząć, bo tyle jest do opowiedzenia. Tylu ludzi, których warto poznać, tyle sytuacji, które warto opowiedzieć i zapamiętać, tyle dobra, którym trzeba się podzielić. W tym liście chciałabym Wam opowiedzieć nieco więcej o przyjaciołach tutaj na miejscu. I oczywiście o Świętach Bożego Narodzenia, które co prawda już za nami, ale nie zapominajmy o najważniejszym: o Jezusie, który urodził się dla każdego z nas i mam nadzieję, że każdy z Was zrobił dla niego miejsce w swoim życiu i w swoim sercu. I mam też nadzieję, że wszyscy mieliście święta pełne pokoju, dobrych spotkań i życzliwych ludzi wokół.

Nie jestem w stanie w jednym liście przedstawić wszystkich naszych przyjaciół, przyznam szczerze, że pewnie zabrakłoby mi kartek i życia, żeby poznać wszystkie historie, a co dopiero je opisać. Więc chcę się z Wami podzielić tą cząstką dobra, którą tu doświadczam ze strony zwykłych, ale zarazem bardzo niezwykłych ludzi. Pierwszą osobą i rodziną, o której chciałabym opowiedzieć, jest rodzina seniory Alirii. Jest to osoba niezwykła, naprawdę niezwykła. Pamiętam moją pierwszą wizytę u niej w domu, kiedy to w zasadzie prawie nic nie mówiłam po hiszpańsku, niewiele rozumiałam, ale byłam w stanie porozumieć się z seniorą Alirią, bo chociaż może to zabrzmi bardzo górnolotnie, ona rozmawia sercem. Ma serce tak wielkie jak cały świat, chciałaby w swoje ramiona wziąć cały świat. Jest niezwykle ciepłą osobą, jak po raz pierwszy ze mną rozmawiała, mówiła bardzo prosto i bardzo wolno, żebym miała czas przetłumaczyć sobie w głowie te słowa i ją zrozumieć. Bo ona rozumiała, że to dla mnie nie jest łatwe, być w kraju, gdzie nikogo nie znam i język jest wielką tajemnicą. Seniora Aliria jest mamą Saula, który jest lekko niepełnosprawny fizycznie, ale też głęboko niepełnosprawny psychicznie. Pamiętam mój pierwszy dzień odpoczynku, byliśmy w domu i ktoś nagle zaczął dobijać się do drzwi. Okazało się,że to byłwłaśnie Saulo. Miał wtedy gorszy dzień i jak się okazuje, w te dni idzie prosto do Domu Serca, choć odległość jest dość spora, ale on wie, że tu dostanie czas, aby dojść do siebie. Tego poniedziałku cały czas powtarzał, że nie chce żyć, że chce się zabić, że jego życie nie ma sensu. Zrobił sobie ranę na ręce. Ja zupełnie nie wiedziałam jak z nim rozmawiać, więc po prostu byłam. Po jakimś czasie uspokoił się nieco i poszedł do kaplicy. Długo nie zapomnę jego krzyku „Jezu zabierz mnie, nie chcę już żyć, nie chcę już cierpieć”. Tak jakby wiedział, że po drugiej stronie jest tylko czysta miłość i spokój bez cierpienia. I wlaśnie w tym cierpieniu Saula uczestniczy cała jego rodzina. Seniora Aliria i jej mąż don Gabi są z Saulem przez cały czas, pomijając te krótkie momenty, w których Saulo jest z nami, bo często przychodzi do nas po prostu na chwile. W ostatnim tygodniu roku był bardzo często, ponieważ dostaliśmy zaproszenie na kolację w ostatni dzień roku i Saulo chciał się upewnić, że na pewno przyjdziemy i na pewno pamiętamy 😊. Przyszedł nawet godzinę przed kolacją, aby jeszcze raz się upewnić, że przyjdziemy. Niesamowite, jak dla niego jest ważna nasza przyjaźń. Był to bardzo radosny czas, kiedy patrzyłam na Saula i widziałam jego prawdziwą radość, nieukrywaną pod żadną maską. Chcę uczyć się tej radości od niego. On się cieszy całym sobą. Nikomu nie pozwolił siedzieć w miejscu, każdy miał tańczyć, bo to przecież koniec roku😊. Saulo ma 31 lat, zwykle nie chce brać leków, które powinien brać 3 razy dziennie, a bez leków jest agresywny, nie chce spać sam, cały czas szuka taty, bo nie chce być sam. Wiec don Gabi odpoczywa w tych krótkich momentach, kiedy Saulo śpi lub kiedy jest z nami. A i on od niedawna ma problemy ze zdrowiem, a szczególnie z pamięcią, która nie jest już taka jak kiedyś. Więc teraz seniora Aliria ma kolejny powód do zmartwienia. Saulo, który jest jak małe dziecko i którym trzeba się bez przerwy opiekować, który gada bez przerwy i do którego większość nie ma cierpliwości i teraz don Gabi, który się zapomina i nigdy nie wiadomo, czego zapomni w danym momencie. Ale czy seniora Aliria kiedykolwiek użala się nad sobą? Nigdy tego nie słyszałam. Dla mnie to jest osoba, która naprawdę odnalazła miłość w cierpieniu, która tak zaufała Panu Bogu, że wie, że to jest część czegoś większego. Ona tak trwa przy swoim synu w jego cierpieniu, jak Maryja towarzyszyła Jezusowi w Jego drodze.

Zapewne część z Was się zastanawia, jak wyglądają Święta Bożego Narodzenia w 30-kilku stopniowym upale, w słońcu i w nie najlepszej dzielnicy miasta. Są zupełnie różne od świąt w Polsce, spróbuje o nich trochę opowiedzieć. Święta, a właściwie oczekiwanie na święta rozpoczyna się tu bardzo wcześnie, bo już w listopadzie! W domach są ubrane choinki, które są przepiękne, naprawdę przepiękne, często ubrane w ozdoby zrobione własnoręcznie i bardzo uważnie. Domy są ozdobione w środku i na zewnątrz. Nawet w tych najbiedniejszych domach są choinki i ozdoby. Bardzo często jest też większa lub mniejsza szopka (w niektórych domach naprawdę robi wrażenie). Pokoje są ozdobione łańcuchami i światełkami z różnymi ozdobami, naprawdę tych rzeczy jest wiele. Przykładają do tego bardzo dużą wagę, choć część osób bardziej z powodu tradycji niż wiary. Na 9 dni przed Wigilią rozpoczyna się nowenna, której towarzyszą przebrania związane ze świętami (nie tylko te postaci biblijne), a także kolędy. Nowenna odbywa się w kościele, ale także tradycją jest nowenna w domach. Przez te 9 dni wieczorami w przebraniach odwiedziliśmy z moją wspólnotą kilkanaście rodzin, często dzieliliśmy się na grupy, aby móc odwiedzić wszystkich, dla których ta nowenna była ważna. Za każdym razem też byliśmy częstowani gorącą czekoladą i niewielką przekąską. Co mnie najbardziej urzekło to to, że Ci najbiedniejsi mają najbardziej otwarte serca. Któregoś dnia pomyliliśmy dom, do którego mieliśmy przyjść następnego dnia, był to dom przyjaciół którym powodzi się trochę lepiej niż większości w dzielnicy i zostaliśmy poproszeni o przyjście następnego dnia. A innego dnia poszliśmy do kolejnych przyjaciół, którzy zapomnieli o nowennie, ale przyjęli nas z otwartymi ramionami, mimo że nie byli przygotowani i nie stać ich było na kupienie poczęstunku. Po mszy świętej w czasie nowenny jest przygotowany poczęstunek dla dzieci. I dzieci przychodzą przebrane za daną postać każdego dnia! Same święta tutaj często niczym nie różnią się od dnia powszedniego, wszystkie sklepy są otwarte, wszystkie bazary i mniejsze sklepy pracują. W pierwszy dzień świat z Priscillą szukałyśmy naszych przyjaciół z Wenezueli w okolicach galerii handlowej, więc pierwszy raz w życiu byłam w Boże Narodzenie w galerii handlowej. I tez pierwszy raz w życiu w Wigilie jadłam kurczaka 😊. Nie ma tutaj zwyczaju poszczenia, często kolacja niczym nie różni się od kolacji w zwykły dzień. Nie ma 12 potraw, ale ludzie mają wielką radość z tego czasu i to jest bardzo piękne. My w naszej wspólnocie, w związku z COVIDowymi obostrzeniami (nie można być poza domem po godzinie 22) poszliśmy na mszę o 19:30, później zostaliśmy zaproszeni do seniory Carloty na goracą czekoladę, po czym wróciliśmy, aby zjeść naszą kolację. Każdy z nas przygotował coś ze swojego kraju, w związku z czym było pysznie i różnorodnie. Zawitał także barszcz z uszkami! Tak sobie myślałam podczas tych świąt, że często te dni nie różnią się od siebie, ale przecież Jezus też urodził się w żłobku, w stajence, w zwykły dzien. Nie w przepychu i bogactwie. My w czasie świąt zaprosiliśmy naszych najbiedniejszych przyjaciół, aby podzielić się z nimi naszym czasem, jedzeniem i tym, co mamy. Był to bardzo piękny czas, choć z dala od domu.

 

Świętowanie Nowego Roku też jest bardzo huczne, ludzie bawią się na ulicach. I wydawało się, że COVID nie zatrzymał naszej dzielnicy w świętowaniu. Muzyka grała do wczesnego rana, fajerwerki rozświetliły niebo o północy, figury z papieru płonęły, choć zakaz przebywania poza domem po 22 nadal obowiązywał. Jest tu taka tradycja związana z Nowym Rokiem, że robi się lub kupuje (a w tym czasie można kupić na każdej ulicy) postacie z bajek, postacie z życia publicznego, super bohaterów i o północy, wraz z rzeczami, które były ciężkie i trudne w kończącym się roku, które chce się w przyszłym roku zmienić, pali się je na ulicach, często z udziałem petard. Więc można śmiało powiedzieć, że miasto płonie w tym czasie.

Często wieczorem mam takie poczucie, że mogłam zrobić więcej, być uważniejsza, kochać bardziej. Czasem brakuje mi cierpliwości w stosunku do wspólnoty i do dzieciaków, które tłukły pięściami w drzwi, nie słuchają, używają brzydkich słów. I wtedy mam w głowie słowa, które Bóg powiedział do Gedeona „idź z tą siłą, którą masz” i często jestem tym Gedeonem, bo nie wierzę w to, że mam wystarczająco siły, aby tu być, aby podołać tym wszystkim zadaniom i wyzwaniom, bo tak jak on, chcę licytować się z Bogiem. Ale Bóg mi mówi „idź z tą siłą, którą masz”. Nie z tym, co mam w głowie i jakie mam wyobrażenie o misji, ale z tym, co dostaję na co dzień i z tymi siłami, które mam na co dzień. Żeby być tu i teraz! Gedeon kilka razy prosi Boga o znak i Bóg mu te znaki daje, ale dla niego to wciąż mało, aż w końcu zbiera wojsko i Bóg wysyła go na wyprawę wojenną z 300 mężami, a Gedeon przygotował sobie ponad 20 tysięcy! I idzie na tę wyprawę wojenną z 300 mężami i wygrywa walkę. I na misji Bóg daje to, czego nam akurat potrzebne, choć może mi wydaje się to czasem niewystarczające. W Wigilię Timoteo, mój brat ze wspólnoty rozchorował się i musiał leżeć w łóżku, ale w tym czasie przyjechała do nas była wolontariuszka. Bóg nigdy nie zostawia próżni, przygotowuje miejsce na inne. Kiedy było mi ciężko we wspólnocie, przyjechała na weekend była wolontariuszka z Kolumbii, która była na misji w Japonii i opowiadała o swoim doświadczeniu misji, które jest tak różne od naszej misji tutaj. I bardzo w tym czasie było mi potrzebne słowo o wspólnocie i podczas swojej prezentacji Alejandra bardzo się na tej wspólnocie skupiła. Więc Bóg mówi „idź z tą siłą, którą masz” i mówi to do nas każdego dnia, choć czasem ciężko tę siłę dostrzec.

Jest wiele rzeczy i sytuacji, które są tu trudne, ale w tej swojej trudności są też piękne! Ile ludzi spotkanych, poznanych, tyle historii. W święta, o czym wspominałam wcześniej, zaprosiliśmy 2 rodziny, które są w bardzo trudnej sytuacji, nie tylko materialnej. Widzieć tę beztroską radość na twarzach dzieci jest bezcenne, a w zasadzie nic takiego nie zrobiliśmy, oprócz spędzenia z nimi czasu i zjedzenia razem posiłku. Uczę się tutaj tego, że małe rzeczy mają znaczenie, że małe gesty są ważne. A najtrudniej te małe gesty zauważyć w szarej codzienności, więc życzę Wam i sobie też nieco więcej uważności, bo może akurat tego dnia ktoś z naszych najbliższych tego potrzebuje lub my tego potrzebujemy. Małe gesty się liczą, a mamy tylko tu i teraz, więc nie marnujmy okazji, aby ich nie stracić.

Mam tez nadzieję, że przez te listy czujecie się częścią tej misji i mogliście poczuć choć odrobinę atmosferę tego miejsca. Aby trochę bardziej wyobrazić sobie naszą dzielnicę, wysyłam kilka zdjęć, które nie są niestety najlepszej jakości, ale niestety wyjście z telefonem lub aparatem nie wchodzi za bardzo w grę, jeśli nie chcemy ich stracić. W kolejnych listach będę stopniowo przybliżać Wam naszych przyjaciół, niektórzy z nich mają tak bogatą historię życiową, że można by pisać książki.

Mam nadzieję, ze święta spędziliście w spokojnej, pięknej atmosferze i ze zrobiliście miejsce na to, co najważniejsze. Pamiętam o Was w modlitwie każdego dnia i dziękuję Wam za Wasze wsparcie materialne i duchowe. Mamy teraz 2 wolontariuszki z naszej Isli, które wybierają się na misje. Są to bliźniaczki, jedna leci do Brazylii, a druga na Kostarykę. Widząc ich zmaganie z szukaniem darczyńców, tym bardziej jestem wdzięczna za każdego z Was i noszę każdego z Was w sercu i pamiętam.

Do usłyszenia!
Z Panem Bogiem!
Miejcie się dobrze!

Monika