O nas

Agata Michalska

Kierunek: Honduras

Witajcie!

Na początku tego listu przesyłam Wam wszystkim serdeczne pozdrowienia. Cieszę się, że piszę ten list, ponieważ dzięki niemu mogę się podzielić z Wami moją radością wyjazdu na misje.

Pragnienie wyjazdu pojawiło się we mnie już jakiś czas temu. Zastanawiając się nad swoim życiem, jego celem, sensownością rzeczy, które robię, wkroczyłam niezauważenie na drogę, która poprowadziła mnie w kierunku wolontariatu misyjnego. Dzięki koleżance z pracy poznałam wspólnotę Domów Serca. Opowiedziała mi ona o swojej misji we Włoszech, pracy wolontaryjnej i samym życiu we wspólnocie. Kiedy słuchałam tych opowieści, pojawiła się we myśl: może to i dla mnie? Wiele myślałam o jakiejś zmianie w moim życiu, chciałam gdzieś wyjechać, czegoś doświadczyć, poznać to, co nieznane, i zrobić coś dobrego. Na pytania zadawane mi przez bliskich i znajomych – czego właściwie chcę od życia i czego szukam – odpowiadałam, że potrzebuję celu, misji, przygody. W miarę jak powoli odkrywałam specyfikę i charyzmat Domów Serca, myśl o wyjeździe na misję stawała mi się coraz bliższa. Na początku powiedziałam sobie: „Tak, jadę, to jest dobry pomysł”. Później pojawiły się oczywiście wątpliwości. Czy to w ogóle możliwe? Czy to się wszystko uda? Czy to dla mnie? Myśl o misjach jednak mnie nie opuszczała.

Zgłosiłam się na spotkanie informacyjne do Domów Serca i tak rozpoczął się czas mojego bezpośredniego przygotowania do misji. Wkroczyłam na tę drogę i wierzę, że Ktoś mnie nią prowadzi.

Na razie wiem, że droga wiedzie do Hondurasu, gdzie spędzić mam 14 miesięcy, pracując i żyjąc wśród biednych i potrzebujących jednej z dzielnic Tegucigalpy – stolicy Hondurasu.

Tym listem zapraszam także Was na tę misyjną drogę, bo razem zawsze raźniej.

Pozdrawiam,
Agata

Magdalena Trudzik

Kierunek: Peru

Czołem!

Mam na imię Magdalena. W poszukiwaniu własnej drogi natknęłam się na kierunek „Misje” i ruszyłam! Zaraz za zakrętem spotkałam „Domy serca”, które ujęły mnie swoją odwagą przyjaźni z ludźmi, którzy cierpią. Wtedy pomyślałam, że jestem na dobrej drodze. Wciąż jednak nurtowało mnie jedno pytanie…

Czy sama tylko obecność wystarczy by pomóc człowiekowi? Początkowo twierdząca odpowiedź wydawała mi się trochę naiwna…

Wierzę, że Bóg stwarzając każdego człowieka złożył w nim drogę, prawdę i życie jako pewną tajemnicę swojej obecności. Tylko ten, w którym ta tajemnica została złożona może ją odkrywać, okrywając swoje powołanie i szczęście, a więc i Boga samego.

Jak więc ja swoją tylko obecnością mogę komuś pomóc odnaleźć drogę, prawdę i życie?
Myślę, że nie mogę.

Każdy musi zrobić to sam, wybierając się na poszukiwania własnej wiary. By jednak mógł to zrobić musi najpierw uwierzyć w siebie. I to właśnie jest przestrzeń dla mojej obecności. Ja mogę pomóc mu wyruszyć. Swoją obecnością wyznając wiarę w tego człowieka przy którym jestem, by on mógł uwierzyć w siebie i wyruszyć na poszukiwania. Czasem to jedyna droga – uwierzyć w człowieka by ten mógł w siebie uwierzyć.

Skoro na najtrudniejsze pytanie znalazłam wewnętrzną odpowiedź nie mam już wątpliwości, że chcę jechać. Z tą odpowiedzią chcę jechać jeszcze bardziej! Sprawdzić ją i przeżyć taką obecność, która jest jednocześnie wyznaniem wiary w człowieka, któremu akurat tej właśnie wiary brakuje. Myślę, że jestem gotowa jechać i współtworzyć Dom Serca swoim sercem.

Może Wy też chcecie wyruszyć razem ze mną?
Nie ma sprawy!
Kierunek: Misje!
Do biegu, gotowi, start!

Magdalena